Kim jest Róża?


Miały być dwie, dokładnie takie same. Przez niemal pół roku cieszyliśmy się z M. tym, że zostaniemy rodzicami bliźniaczek. Była to radość podszyta strachem i niepewnością – ciąże jednoowodniowe, jednokosmówkowe należą do tych najbardziej ryzykownych i nigdy nie wiadomo, jak się skończą. Nasz scenariusz należy do tych rzadziej spotykanych. Bo gdy umiera jedno z takich bliźniąt, rzadko kiedy udaje się uratować drugie.

Nieprawidłowe przepływy pępowinowe spowodowały, że na początku 27 tygodnia ciąży serce Idy przestało bić. Akurat byłam w szpitalu – podawano mi zastrzyki mające przyspieszyć rozwój płuc u dzieci. Przyjęto mnie w piątek, a w niedzielę wieczór było już po wszystkim. Leżałam na sali pooperacyjnej, a piętro nade mną, na oddziale neonatologicznym walczyła o życie nasza córka – najukochańsze 950 gramów.

Potem było różnie. Częściej źle, choć zdarzały się jaśniejsze momenty – jak wtedy, gdy po czterech dniach powiedziano nam, że to jest dobry moment, aby ochrzcić dziecko. Stan się pogorszył, nie wiadomo, czy płuca podejmą pracę.

Następnego dnia rano przeżyłam koszmar – wchodzę na salę, rzut oka na inkubator Róży, na stojące obok niej maszyny… Które są zupełnie inne niż dzień wcześniej. Młoda, zupełnie nieoczekiwanie i wbrew temu, co próbowano jej wmówić, zaczęła lepiej oddychać. Na tyle, że można było pozbyć się respiratora – wystarczyło jej samo wspomaganie oddechu, tzw. cepap.

Lekarze uprzedzali, że czeka nas nieustająca sinusoida – raz lepiej, raz gorzej. I to się sprawdziło.

Od tamtych chwil minęło już trochę czasu. Każdego dnia walczymy o zdrowie i przyszłość Róży. Bo nie ma rzeczy niemożliwych, prawda?

Róża