Różane oczy. „Nie najgorzej”…


Wróciliśmy z trzydniowego pobytu w szpitalu okulistycznym w Katowicach. Róży oczy zostały przebadane na dziesiąta stronę, a wnioski z tego są…. słabe. Według pani doktor, która nas prowadzi – lewe oko nie widzi zupełnie nic, jedyne co możemy zrobić, to założyć na nie epiprotezę. Oko jest w zaniku, jest zauważalnie mniejsze i ta różnica może – choć nnie musi – z wiekiem się pogłębiać. Musimy się zorientować w temacie, poczytać, popytać, poszukać i podjąć decyzję. Jeśli ktoś z Was ma doświadczenia z epiprotezami – oby nie, ale może ktoś coś 😉 – to z chęcią poznam Wasze opinie.

Co do prawego oka – cytuję – „Nie jestem w Stańkę określić, w jakim stopniu Róża może sobie radzić tym okiem”. Zmiany są duże, siatkówka jest co najmniej cześciowo odklejona, bardzo nietypowo to wyglada i doktor nie może w stu procentach powiedzieć, co tam jest. Pojawiły się też zmiany na soczewce, które w przyszłości mogą przyczynić się do powstania zaćmy – wakuole. Na razie z tym okiem doktor radzi nie robić nic, czekamy, jak rozwinie się sytuacja.

W obu oczach mamy do czynienia z częściowym zanikiem nerwu wzrokowego. To konsekwencja wcześniactwa.

Ale, jak na to wszystko co Róża przeszła, co przeszły jej oczy – dwie laserokoagulacje, lucentis, lewe oko witrektomia – jest nie najgorzej.

Dla nas to w zasadzie nic nie zmienia. Mamy kolejny temat do rozważenia – epiproteza – a poza tym dalej ćwiczymy i ćwiczymy i ćwiczymy…

PS

Pobyt w szpitalu całkiem niezły. Dostaliśmy izolatkę, spałyśmy na dużym łożku, było naprawdę w porządku. Leżało tylko jedzenie, bo mimo że pytano mnie, co Róża je, ani razu nie dostała niczego, co mogłaby chociażby spróbować. Hitem stała się kolacja, na którą dostała dwie kromki chleba, kapkę masła, jajko i bladą parówkę 😉

image

Skomentuj mnie :)