Uśmiechnij się :)


Różyczka do wybitnie roześmianych dzieci nie należy. Trzeba się mocno napracować, żeby zasłużyć na jej uśmiech – a i tak najczęściej jest to zaledwie „półgębek”.

Ostatnio jednak ma zdecydowanie lepszy humor. I pisząc „zdecydowanie”, nie mam na myśli tego, że półgębne uśmiechy pojawiają się częściej. Nie, proszę państwa. Częściej pojawiają się pełne
uśmiechy, a są świadkowie, którzy widzieli taki uśmiech, który wręcz nie mieścił się na jej buźce! Świadków jest zaledwie dwóch (w tym jeden to matka, niektórzy powiedzą, że mało wiarygodna jak
na świadka), ale nie zmienia to faktu, że coraz częściej można zobaczyć na jej buzi pełne zadowolenie.

 

Być może związane jest to z rozpoczęciem leczenia epilepsji. Magiczny syrop podajemy już ponad tydzień, napady pojawiają się zauważalnie rzadziej – nie zostały wyeliminowane całkowicie, ale też
nie doszliśmy jeszcze do docelowej dawki leku. Róża lepiej sypia (rodzice też), no i częściej miewa naprawdę dobry humor.

 

Nie chcę też zapeszać, ale wygląda na to, że nareszcie wypracowałyśmy sobie ogólny plan dnia. Bity tydzień sypia regularnie dwa razy dziennie – ok. 10-11 i 15-16. Czy to przypadek, że akurat tyle
trwa leczenie epilepsji? Możliwe. W zasadzie, to bez znaczenia – ważne, że można już trochę przewidzieć i zaplanować dzień, a nie czekać na moment, kiedy panience się zachce spać (co najczęściej
następowało nagle i nieoczekiwanie), i liczyć na to, że pośpi dłużej niż 15 minut. Bo teraz sypia około godziny. Jupiiiijejjj 🙂

 

A poza tym…. Niektórzy zaczęli ją nazywać Pulpetem. Albo Różą Gruba Noga. Czekamy na Różyczkę Druga Broda. Sądząc po polikach (kiedyś zwanymi policzkami) czas ten jest już bliski. Zmiana
podejścia do jedzenia (mojego podejścia) i wymiotowania (to Róży) przynosi chyba efekty. Liczby poznamy w najbliższy wtorek (szacuje się, że mogą oscylować w okolicach 7).

 

A z nowości jeszcze… zakupiony został nowy wózek. Siła uczuć Róży względem niego jest porównywalna do poprzedniego, różnica jest jednak zasadnicza. Jak przy tamtym R włączała syrenę przy
pierwszym kontakcie stopy z wózkiem, tak teraz alarm rusza, gdy wózek staje. SZOK. Trzeba jeździć, koniec kropka.

 

Myślimy również o kupnie krzesełka „do karmienia”. Ekhm. Specjalnego oczywiście. Na razie trwają rozmowy i przymiarki, bo krzesełko będzie wyjątkowe. Innymi słowy – oswajamy się ze sprzętem
rehabilitacyjnym.

 

Przymiarki jednego krzesełka już za nami. Jest nieźle! R – mimo swoich mikro gabarytów – dała radę. Czy też może raczej – krzesełko, mimo gabarytów R, dało radę 😉

Skomentuj mnie :)