Co słychać raz jeszcze :)


Oberwało mi się dzisiaj, że niby napisałam, co u R, a tak naprawdę to nic nie wiadomo… Biję się w pierś – faktycznie, trochę się ostatnio „obijam”. Wybaczcie 🙂 (Asia :*)

R 7 września skończyła rok. Ten urodzeniowy, oczywiście, bo powinna mieć za sobą dopiero 9 miesięcy życia… A tu niebawem stuknie 13. Czas leci niewyobrażalnie szybko. Nie wiem, jak to możliwe,
że minęło już tyle czasu. Pomału wspomnienia ubiegłorocznego września, października, listopada, grudnia, stycznia, i trochę lutego (ups, jak dużo) – zacierają się. Tylko trochę. Ale więcej jest
już tych lepszych wspomnień, na szczęście.

A R radzi sobie naprawdę całkiem fajnie. Na pewno nie jest roślinką, która nie reaguje na otaczający ją świat. Owszem, zupełnie nie wygląda jak roczne dziecko – 6,5 kg na liczniku – ale dawno
nikt nie skomentował, „ooooo popatrz jaki mały dzidziuś, niedawno się urodził”. No ale który noworodek tak piękna trzyma się do góry! Ha 🙂 

Obracanie się z brzuszka na plecy sprawia jej jeszcze trochę problemów, ale się udaje. I nawet czasem na brzuchu chętniej poleży, na rączkach próbuje się dźwigać. Poza tym ćwiczy czworaki, i to
na własne życzenie. Tak, tak! Bo R czasem daje popalić i pokazuje, co chce i lubi, a czego nie. I tak – nie lubi (użyłabym nawet mocniejszego słowa…) fotelika samochodowego, najbardziej na
świecie. Nic nie doprowadza ją do takiego płaczu – żadne igły, plastry, zmiany opatrunku – jak mały, niewinny fotelik samochodowy. Podróże autem ograniczamy do koniecznego minimum. Trochę
bardziej łaskawa jest dla wózka, ale niestety też nie zawsze. Zdarzają się jednak dni, kiedy udaje się nam cały spacer/wycieczkę przejechać wózkiem. Jeśli nie, a Księżna nie ma jednak najgorszego
humoru, to spacerujemy w nosidle. Wpakowanie R do niego jest nieco utrudnione, ale z pewnymi modyfikacjami się udaje. Oczywiście o ile R zechce 🙂 Bo jeśli nie chce – nic nie chce, nic nie
będzie, jeden wielki Kononowicz po prostu – to pozostaje najcudowniejsza rzecz na świecie, czyli RĘCĘ…. Ojjj… taaaaaak. NIe mam pojęcia, jak do tego doszło! Tak jakoś.. samo się…. tak
wyszło i tyle 🙂 

Tak więc R lubi – uwielbia – kocha – być noszoną. Głowa do góry, nos zadarty i mina jasno mówiąca wszystkim, kto tu tak naprawdę rządzi. Lubi też, gdy się z nią człek aktywnie bawi – wtyka
wszystko do rączek, mizia po buzi, do buzi, opowiada. Bawimy się więc tamburrinooo, kółkami, szeleszczącymi foliami, lusterkami (tak, lusterka też lubi), grzechotkami, miśkami, a ostatnio nawet
sztućcami i talerzami. Sama na macie poleży spokojnie (chwilę, czasem dłuższą), ale z racji tego, że nie potrafi sama złapać żadnej zabawki – choć czasem udaje się jej zakręcić kółkami na pałąku
– czy to tylko dlatego, że ich nie widzi, czy po prostu władza nad rączkami jeszcze nie ta, najbardziej zadowolona jest wtedy, kiedy się z nią tam leży. Albo weźmie na ręce 🙂 

Uśmiech w dalszym ciągu jest deficytowym towarem, ale radość i zadowolenie okazuje całkiem nieźle i bez tego. Tak jak fochy i wielką obrazę na cały świat. Na szczęście każdego focha da się
odpędzić przytuleniem 🙂

R zawzięcie ćwiczy, od początku września przez cały tydzień, od poniedziałku do piątku. Efekty widać, bo coraz chętniej rączkami dotyka zabawek, coraz  częściej widać zainteresowanie, coraz
lepiej się trzyma i chętniej podpiera na rękach, ćwiczy czworaki. Są dni, kiedy zajęcia mijają niemalże z uśmiechem, a są i takie, kiedy niestety jest płacz. Mówi się trudno, zaciska zęby i
ćwiczy dalej, nie? Tak jej powtarzam 😀

A tak w ogóle to z początkiem września, może jako prezent urodzinowy, R dostała od lekarzy z OLŻ prezent w postaci większej ilości godzin wolnych od pompy żywieniowej! I teraz, jeśli tylko nie ma
dodatkowej kroplówki, dni mamy prawie całe wolne od kabla! 🙂 

Tyle u R. My natomiast zaczynamy oswajać się z różnymi dziwnymi – do tej pory dla nas – sprzętami. Oglądamy krzesełka rehabilitacyjne, maty do ćwiczeń, specjalistyczne wózki spacerowe… Szukamy
rozwiązań, które mogłyby pomóc R. Jak na razie tylko w teorii, ale pomału zbliża się czas, kiedy trzeba będzie o tym poważnie pomyśleć.

Ale o tym pewnie jeszcze pogadamy 🙂

I.

PS

R ma cztery zęby 🙂