Szczęście, nieszczęście…


„Nieszczęście”, cicho powiedziała lekarka zaglądając w historię choroby Róży. Nie pierwszy raz spotkałam się z taką reakcją. Wiem, że gdy czyta się to wszystko, trudno tryskać optymizmem i radością. Raczej zupełnie odwrotnie. Co poczułam, słysząc taki komentarz? Oburzenie, złość? Nie. Pierwszą moją reakcją było – zdziwienie.

Nie czuję się nieszczęśliwa, nie płaczę histerycznie po kątach, nie załamuje rąk, nie wymyślam nikomu (ani na dole, ani na Górze), nie przeklinam (za bardzo), za to zaklinam się gorąco, że mam najcudowniejszą córkę na świecie, którą kocham najmocniej, jak tylko się da (i jeszcze trochę bardziej). Oczywiście, że chciałabym, żeby była zdrowa; nie miała problemów, jakie ma; widziała, słyszała, mówiła, biegała, śmiała się w głos ile tylko może… Nie wiem, ile z tego będzie nam dane – i nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia, bo to przecież niczego nie zmienia.

Czy spotkało nas nieszczęście?

Moja przyjaciółka ( helllo!! :))) ) przyznała mi się, że – wiedząc, w jak trudnej i ryzykownej ciąży jestem – postanowiła w każdy pierwszy piątek miesiąca chodzić na Mszę Świętą. Wymodlić szczęśliwe zakończenie. Była oburzona, zniesmaczona i zdegustowana, gdy – według niej – na nic się to nie zdało.

Dwa, może trzy dni później usłyszałam od lekarza, że za stan zdrowia Róży odpowiada nie tylko przedwczesny poród i związane z tym m.in. wylewy krwi do mózgu. Konieczność dzielenia się z siostrą wszystkim sprawiła, że otrzymywała ode mnie tak naprawdę za mało wszystkiego, co było jej potrzebne do prawidłowego rozwoju. Była w stanie permanentnego niedotlenienia. Stąd bardziej niedojrzały mózg, oczy, jelita… Co by było, gdyby ciąża trwała dłużej? Po co zgadywać…

Czy spotkało nas nieszczęście? Oczywiście. Straciliśmy jedną córkę, jeszcze zanim mogliśmy ją zobaczyć, przytulić, pocałować…

…Czy spotkało nas nieszczęście? Możecie odpowiedzieć sobie sami, patrząc na to zdjęcie 🙂

Inez

Comments: 10

  • #1

    izi(Sunday, 26 April 2015 22:54)

    :* najlepiej!

  • #2

    Aga(Sunday, 26 April 2015 23:12)

  • #3

    babka(Sunday, 26 April 2015 23:48)

    A ja tez mam najcudowniejsza corke na świecie. Nawet dwie. Dzięki jednej mam najcudowniejsza wnuczke na świecie. Li i jedynie.

  • #4

    🙂(Sunday, 26 April 2015 23:52)

    Przyjaciółka wymodlila najlepsze w tej sytuacji rozwiązanie .

  • #5

    Marta K-W(Monday, 27 April 2015 10:28)

    Róża ma niesamowite szczęście do fantastycznych Rodziców! Trzymam kciuki!

  • #6

    ciotka Jola(Monday, 27 April 2015 15:45)

    Inez jestem dumna ze jesteś w naszej rodzinie a jeszcze bardziej z tego ze mój chrześniak ma tak wspaniałą i mądrą żonę! 🙂

  • #7

    Barbara M.(Tuesday, 28 April 2015 07:57)

    Twoje słowa potwierdzają jedno: przez dzieci, które potrzebują od nas dużo więcej troski i opieki – otrzymuje się jeszcze więcej: szczęścia, radości, miłości. Ciężko to zrozumieć bo pewnie chciałoby się inaczej…. . Może wynika to z tego, że człowiek skupia się na rzeczach najważniejszych i potrafi dostrzec najdrobniejsze „promyczki nadziei” i z nich się cieszyć i czerpać siły. To wielki Dar, którego doświadczacie dzięki Róży. Piękne jest to, że o tym wiecie.

  • #8

    Kasiula(Tuesday, 28 April 2015 22:14)

    Poplakałam sie jak dziecko, jesteś cudowna i masz cudowna córeczkę! Jestem pewna ze dane Wam bedzie wiele radości i szczęścia !!! Masz wielka siłe! Różyczka z niej czerpie i bedzie rozkwitać i zdrowieć!

  • #9

    Kasia M(Friday, 08 May 2015 23:24)

    Inez, jesteście wyjątkowe i trzymam za Was kciuki, żebyście miały mnóstwo powodów do radości.

  • #10

    Justyna(Thursday, 11 June 2015 12:15)

    Nieszczęściem jest trafić do „specjalisty” pozwalającego sobie na takie komentarze. Komu to ma pomóc? Komu to potrzebne?

    Życzę jak najwięcej zdrówka dla Córci i siły dla Rodziców! Bądźcie szczęśliwi!

Skomentuj mnie :)