Bo zupa była za słodka…


Raz na jakiś czas czynniki zewnętrzne zmuszają Matkę do opuszczenia Córy i Ojca Córy na jakiś czas. Niezbyt długi, bo co najwyżej dwa karmienia (gdy mowa o cyklach trzygodzinnych). Tak było i wczoraj. Ojciec i Córa już od rana przygotowywani byli na dwie godziny survivalu, które czekały ich popołudniu. Nic nie mogło Matce zmącić chwil wytchnienia. Nic nie mogło….

Matka i Córa wczesne popołudnie spędziły spacerując. Odwiedziły lodziarnię, udały się do parczku przy Zamku Królewskim, tfuuu, jego resztkach, odwiedziły Ojca w pracy. W drodze powrotnej Córa usnęła. Spod budki dochodziły nawet cichutkie pochrapywania, świadczące o upragnionym (przez Matkę) śnie sprawiedliwego. Zmusiło to Matkę do przeorganizowania najbliższych kilkudziesięciu minut i zaplanowania ich tak, by móc opuścić gospodarstwo domowe, a Córę przekazać pod opiekę Ojca bezboleśnie i nie narażając jej na rozbudzenie (wszak sen tak mocny wielce pożądany jest). Koncepcja matczyna zakładała dalszy spacer Córy, jedynie zmianę powożącego. Warunkiem koniecznym powodzenia tegoż planu było płynne przejęcie pojazdu, bez zatrzymywania się, a nawet – w miarę możliwości – bez zmiany prędkości.

Ojca koncepcja była jednakowoż bardziej rozbudowana. „Chodź tak jeszcze, Matko, przez dziesięć minut, ja w tym czasie spakuje torbę z niezbędnymi akcesoriami, a potem wraz z Córą udam się pieszo do jej dziadków, a teściów moich”. Matka zaakceptowała, wyrażając jednakże wątpliwość, czy przy tak krótkim czasie do następnego karmienia, plan się uda. „Zdąże”, powiedział Ojciec i poszedł pakować torbę.

Piętnaście rundek wokół kamienicy, sto „dzień dobry” od tej samej sąsiadki, milion zdziwionych spojrzeń osób mijanych po raz kolejny, a przede wszystkim – pół godziny później, nastąpił (nie)oczekiwany zbieg wydarzeń. Ojciec zbiegł przygotowany do wymarszu, a Córa obudziła się, mając na końcu nosa histeryczny płacz o jedzenie.

 

Co w takiej sytuacji mogła zrobić Matka? Zawinęła kiecę i poleciała, gdzie lecieć miała, zostawiwszy Ojca i Córę w obliczu karmienia. A było to karmienie wyjątkowe, wyzwanie wręcz, nawet dla wprawionych rąk. Dopołudniowa długa drzemka Córy i kulinarna wena Matki zaowocowały niczym innym, jak ZUPĄ. Zupą pożywną, zdrową, smaczną (tak mówimy), którą Córa winna zjeść z apetytem, bez grymasów i bez słowa sprzeciwu. I jakkolwiek to ostatnie udało się osiągnąć (wyczyn to póki co nieznaczny), tak reszta planu legła w gruzach. Z hukiem.

Bowiem apetyt Córa miewa – rzec by można – histeryczny. Ze snu najczęściej budzi się głodna, ale głodna tak, że szyby w oknach drżą. Założenie jest takie, żeby co najmniej pół miasta dowiedziało się, że Córa wstała i CHCE JEŚĆ. TERAZ JUŻ NATYCHMIAST!!! Każda sekunda opóźnienia powoduje wzrost uczucia głodu o jakieś 10 decybeli. Gdy wypada pora karmienia mlekiem, sprawa jest ułatwiona – mleko z butelki leci w miarę szybko, gdy Córa dorwie butlę, efekty dźwiękowe w dość krótkim czasie udaje się opanować. Zupełnie inaczej jest, gdy posiłkiem ma być zupa… podawana łyżeczką… prosto do buzi, która dopiero się uczy tak jeść, a do tego nie grzeszy cierpliwością. Poziom decybeli utrzymuje się wysoko przez jakieś 40 ml zupki (na podawane 60), dopiero potem następuje powolne wyciszanie się. Zadaniem Karmiącego jest dotrwać do tego czasu w stanie psychicznie nienaruszonym…

 

Czasem się udaje to przetrwać. Nakarmić, nie upaprać zupą niczego poza buzią i noskiem Córy, nie doprowadzić do łez żadnej ze stron, ani do wymiotów (oj tak). Jednak – tylko czasem. Bo bywa i tak, jak dzisiaj… Kiedy to Matka, powróciwszy do domu po dwóch godzinach, zastała Ojca i Córę niemalże w progu. Patrzyły na nią wycieńczone dwie pary oczu, należące do słaniających się na nogach (jedne z nich w powietrzu) Ojca i Córy. Wokół nich sterty pieluch, w pokoiku sterta brudnych ubranek. Karmienie, które rozpoczęło się tuż po wyjściu Matki, zakończono 10 minut przed jej powrotem. Zjedzono 60 ml zupy i 40 ml mleka, a zwrócono mniej więcej połowę. W ratach (co tłumaczy sterty ubranek).

Pierwsze koty za płoty 😉

Comments: 2

  • #1

    Barbara Michalik(Thursday, 16 April 2015 14:37)

    Inez, masz moją osobistą nominację do Nagrody Pulitzera. Niebywałe lekkie pióro połączone z talentem ! Dzień zaczynam i kończę od sprawdzenia co nowego w Różanym Świecie. Teraz z moją Siostrą Małgosią w ramach „przerwy technicznej” między PIT-ami a VAT-em towarzyszyłyśmy Marcinowi w odpowiedzialnej i jak się okazuje baaardzo stresującej roli przy karmienia Różyczki 🙂 Czekam na dalsze opowieści… Pozdrawiam serdecznie.
    Barbara

  • #2

    Inez(Thursday, 16 April 2015 22:18)

    Dziękuję! 🙂

Skomentuj mnie :)