Jedziemy!!!


Wczorajszy dzień był pełen wrażeń. Nie dość, że Róża znów była na wycieczce w Krakowie, to jeszcze okazało się, że wyprawa (bo to już nie będzie wycieczka) do Greifswaldu czeka nas szybciej, niż się spodziewaliśmy. Musimy zacząć pakować walizki.

W Krakowie oczywiście odwiedziliśmy Prokocim – tym razem neurochirurga – po to tylko, żeby potwierdzić, że Róży nie jest on potrzebny. Dowiedzieliśmy się, że – z powodu niedotlenienia okołoporodowego i wylewów – główka Róży zamiast 12, urosła 10 centymetrów. Dlatego najprawdopodobniej wszystko będzie robić później – później siedzieć, chodzić, mówić. No i profesorem nie będzie. I nic więcej nikt nam nie powie, bo nikt nie jest w stanie przewidzieć tego, jak się będzie rozwijała. Po prostu Dziecko-Niespodzianka.

O dziwo zabrzmiało to wszystko całkiem nieźle. Na pewno lepiej niż pytania takie jak „A czy z dzieckiem jest w ogóle jakikolwiek kontakt?.

W międzyczasie otrzymaliśmy telefon z informacją, że czekają na nas w Klinice Okulistycznej w Greifswaldzie. Mamy się tam stawić 1 kwietnia o 10 rano. To oznacza, że znów zaczynamy życie na walizkach – bo Greifswald jest niemal 1000 km od domu… Czyli w aucie spędzimy dobre dwa dni. Na szczęście możemy jechać kamperem – a to w naszym przypadku wyjątkowe ułatwienie, bo i przespać się po drodze jest jak, i dać odpocząć od fotelika dziecku (spokojnie – nie w trakcie jazdy przecież!), a przede wszystkim – jest jak zamontować pompę infuzyjną (chociażby zamykając ją w szafce). Bo żeby nie jechać do Greifswaldu tydzień, musimy jechać z Różą podpięta do kroplówy. W samochodzie osobowym raczej nie byłoby to możliwe (a na pewno byłoby trudniejsze).

Jeśli przeprowadzone przez niemieckich specjalistów badania wykażą, że konieczny będzie zabieg – operacja ma zostać przeprowadzona już następnego dnia.

Zaczynamy więc przygotowania do wyprawy. A jutro jeszcze mamy spotkanie w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w sprawie Wczesnego Wspomagania Rozwoju. No i jutro też, po dość długiej, nieplanowanej przerwie, Rózia znów ma fitness! O morderczej godzinie 7 rano czekają ją zajęcia rehabilitacyjne. Zabawy na piłce i takie różne wymachy rączek i nóżek. Które chyba nawet lubi 🙂

Przed wyjazdem oczywiście nie tylko pakowanie walizek, ale także mnóstwo formalności. Takich jak wyrobienie paszportu tymczasowego dla Róży, o którym przypomnieliśmy sobie w ostatniej chwili – na szczęście w nagłej potrzebie (jak wyjazd na leczenie) Urząd Wojewódzki jest wstanie wydać paszport w dwa dni robocze. Uff. Dlatego możemy skupić się na jak najlepszym zdjęciu do pierwszego dokumentu tożsamości oraz dogrywaniu wszelkich spraw związanych z ewentualną refundacją przez NFZ kosztów leczenia za granicą, co nie jest łatwym zadaniem.

Skomentuj mnie :)